piątek, 18 stycznia 2013

Przemyślenia, zima, śnieg...

Hm. Błagam, niech ta zima już sobie idzie. Nie potrzebuje jej tu i teraz. Śnieg, bałwany, sanki - wszystko ok ale w górach ! Tutaj, gdzie jestem zima kojarzy mi się z chorobami, przepełnioną przychodnią, zmarzniętym nosem, brakiem miejsca w domu na pranie, niechętne wychodzenie z domu a jak już wychodzenie to z kilkoma warstwami kombinezonów, kocy, szali i innych pozostałych super polarowych akcesori. Lily dalej ciągnie antybiotyk połączony z ohydnym ( jakby inaczej ) syropem, dalej siedzimy w domu a jedyne wyjście kierowało nas ku przychodni na kontrole. Dostaję szału ... Od ponad tyg. wszystkie dni wyglądają tak samo, śniadanie, leki, zabawa, syrop, sen, obiad, syrop, zabawa, bajka, sen, podwieczorek, zabawa, kolacja, leki, kąpiel, mleko, leki, sen. Czekamy tylko aż skończy się ten seans, leki zamienimy na coś super :) a po kontroli zrobimy sobie spacer !


Te małe stópki, które zaczynają biegać i zaliczać upadki to jedna z najsłodszych dziecięcych części ciała.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz